Wywiad z mordercą
Seriali kryminalnych powstało już mnóstwo - Wikipedia tylko pod hasłem "amerykańskie seriale kryminalne" wyświetla aż 196 tytułów. Różnorodni ludzie- agenci FBI, policjanci, a nawet nauczyciele czy księża szukali w nich morderców. Rozmaite ofiary zostały zabite na wiele makabrycznych sposobów. Ciągle powstają też nowe produkcje tego typu, a my ciągle po nie sięgamy. Tak samo było z "Mindhunter", który został wypuszczony przez Netflix w październiku 2017 roku - obejrzało go wielu zaciekawionych ludzi. Dlaczego? Czy warto? Czym różni się od innych?
Fabuła. To jest punkt, który zdecydowanie odróżnia "Mindhunter" od innych seriali, które kojarzą mi się albo z jedną sprawą rozwiązywaną przez cały sezon, albo z wyjaśnieniem jednego morderstwa na odcinek. Ta produkcja opowiada o pracy agentów specjalnuch FBI - Holdena Forda i Billa Tencha, którzy w 1977 roku wpadają na innowacyjny pomysł, by zacząć rozmawiać z seryjnymi mordercami w celu poznania motywów ich postępowania, znalezienia wspólnych punktów działania różnych zbrodniarzy i opracowania metody ich ścigania.
Pierwszy raz mam styczność z serialem, w którym agenci FBI nie wiedzą tak do końca co robią - pierwsze rozmowy z mordercami są dopiero prowadzone i do w dodatku spontanicznie - początkowo nie ma jeszcze opracowanych określonych pytań, które powinni zadawać czy metody zbierania i podsumowywania wyników (z czasem jednak dołącza do nich dr Carr, która zostaje ich konsultantem naukowym i pomaga w uporządkowaniu tej kwestii), pojęcia dziś swobodnie stosowane w kryminologii są tworzone na bieżąco, a w tą nowatorską inicjatywę nie wszyscy wierzą, więc Holden początkowo z ogromną trudnością musi przekonywać innych do swojego pomysłu.
(Oglądaliście może "Zabójcze umysły"? Oglądając "Mindhunter" miałam poczucie jakbym oglądała ich prequel.)
Holden i Bill oprócz prowadzenia rozmów ze zbrodniarzami, jeżdżą po kraju prowadząc wykłady uczące policjantów podstaw profilowania, rozwiązują miejscowe sprawy, które tam zastają i borykają się z wypełnianiem dokumentów. Przez mnogość działań głównych bohaterów serial jest skonstruowany w bardzo interesujący sposób - w każdym odcinku obserwujemy praktycznie każde z tych działań. Odcinek kończy się bardzo często dosyć nagle - część śledztwa jest przedstawiana w jednym odcinku, a dokańczana w drugim. Rozmowy z mordercami, rozwój relacji bohaterów i postępy ich pracy oczywiście również ciągną się przez cały sezon. "Ciągną" to trochę słowo klucz, gdyż stosunkowo mało tu wartkiej akcji, brak zupełnie strzelanek i pościgów, więcej chłodnej analizy. Odcinki są też nieco nierówne - niektóre są ciekawsze, inne nieco mniej. Tempo jednak przyspiesza w ostatnich dwóch odcinkach, w których pojawia się nowy, niepokojący wątek fabularny.
Jeśli chodzi o bohaterów - w tej kwestii czuję lekki niedosyt. Czuję że nie poznałam ich jeszcze zbyt dobrze, gdyż niewiele widzimy scen z ich prywatnego życia. Nie dowiadujemy się o nich za dużo, mamy za to szansę obserwować zmiany w ich zachowaniu w związku z podjęciem się nowego projektu. Szczególnie widać to u Holdena, który najwięcej rozmawia z mordercami i najbardziej angażuje się w to emocjonalnie.
Nie porwała mnie też relacja Holdena z jego nowo poznaną dziewczyną - Debbie. Brakuje mi w niej jakiegoś ciepła, emocjonalności, czasami logiki w zachowaniu pary. Dużo bardziej przekonuje mnie ukazanie związku Billa z jego żoną - wydaje mi się być bardziej realistyczny i poruszający.
Świetnie zarysowani są za to sami mordercy - każdy z nich jest inny, ma charakterystyczne upodobania i właściwy sobie sposób bycia. Co więcej - postaci serialowe oparte są na rzeczywistych seryjnych zabójcach, którzy odbywali wyroki w tamtych czasach. Wrażenie robi to, jak dobrze zostali dobrani aktorzy do swoich ról - na przykład pomiędzy serialowym a rzeczywistym Edem Kemperem, który zabił dziesięć osób widać wiele podobieństw (popatrzcie na zdjęcie poniżej).
"Mindhunter" stara się oddać klimat 1977 roku - są stare samochody, bohaterowie nie noszą nowoczesnych ubrań, miasta również nie wyglądają współcześnie. Na pewno wścibscy znajdą jakieś nieścisłości (jeden z bohaterów na przykład w 1977 słucha taśmy z nagranym przesłuchaniem mordercy, który został złapany dopiero w 1979 roku), ale ogólnie oddanie klimatu tamtych czasów wydaje się być autentyczne.
Nie podoba mi się jednak czołówka serialu - jest długa- trwa ponad minutę i jak dla mnie mało wciągająca. Wiem, że to mało istotne i na netflixie (na szczęście) można ją przewinąć, ale musiałam to z siebie wydusić, bo myślę, że można to było zrobić lepiej.
Ogólnie serial nie złapał w sidła mojego umysłu, ale wzbudził zainteresowanie. Mam takie poczucie, że te 10 odcinków to był dopiero wstęp do tego co się wydarzy w drugim sezonie. Na pewno to sprawdzę i obym się nie pomyliła.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz