![]() |
| Photo by Leio McLaren (@leiomclaren) on Unsplash |
2018 był dla mnie wspaniałym rokiem - pełnym wrażeń, fantastycznych wydarzeń i dobrych ludzi dookoła, a jednocześnie bardzo owocnym pod względem muzycznym, gdyż wielu moich ulubionych artystów wydało nowe płyty.
Których konkretnie płyt słuchałam w 2017 roku? Zobaczcie sami!
"Małomiasteczkowy" - Dawid Podsiadło
Płyta "Małomiasteczkowy" ukazała się w październiku i mimo że minęły już prawie trzy miesiące od jej wydania - nadal mi się nie znudziła. Lekka, świeża, taneczna mająca jednocześnie ciekawe, inspirujące teksty. Nie dosłowne, bardzo metaforyczne, a zarazem skłaniające do rozmyślań.
"Małomiasteczkowy" i "Nie ma fal" spodobały się wielu ludziom praktycznie od razu królując na szczycie karty na czasie YouTube już w dniu, w którym zostały opublikowane. Oprócz nich jednak moimi ulubionymi utworami zostały "Trofea", "Najnowszy Klip" i "Nie kłami".
Tej płyty dobrze się słucha, dobrze się ją śpiewa, dobrze się do niej tańczy. Ma dla mnie ciepły, różowozielono -słodkogorzki klimat.
"Raj" - The dumplings
Płyta "RAJ" - dalej elektropop w unikalnym wydaniu, sięgnięcie nieco do korzeni i pierwszej płyty, ale ogólnie jest dużo dojrzalej. I bardziej tajemniczo i mroczno. Teksty są nieco bardziej dosłowne niż w poprzednich płytach, lecz jak zawsze nietypowe i niepowtarzalne.
"RAJ" nie spodobał mi się od razu, ale jak już podszedł to na całego. I tak było praktycznie z całą płytą, a teraz rozpływam się w "Tam gdzie jest nudno, ale gdzie będziemy szczęśliwi", "Franku" czy "Deszczu". Dodatkowo możemy usłyszeć dwa bonus tracki m.in. "Ach nie mnie jednej", które The dumplings śpiewało na festiwalu nowOsiecka w roku 2017 i "Jestem kobietą", która była nagrana przez przez The Dumplings i Mary Komasę w ramach kampanii marki PUMA.
Ja w tej muzyce tonę a zarazem unoszę się. Jest w niej coś innego, niesamowitego, co daje taki klimat jakby się szybko szło przez gęsty las, w środku nocy, w gęstej mgle, trzymając jednak w rękach płonącą pochodnie. Jest to płyta bardzo energetyczna, pobudzająca do działania, a zarazem nieco melancholijna. Jak dla mnie idealne połączenie w idealnych proporcjach.
"Soma 0,5 mg" i "Café Belga"
- Taco Hemingway
Ten rok był z pewnością moim rokiem z Taco Hemingwayem, który wydał w tym roku tyle materiału, że trudno się w tym połapać.
W kwietniu nagrał w duecie z Quebonafide płytę "Soma 0,5 mg" i dodatek "Soma 0,25 mg", w którym możemy usłyszeć także m.in. Bedoesa czy Dawida Podsiadło. Utwory powstałe z tej współpracy mają w moim odczuciu nieco mniej dopracowany tekst niż zazwyczaj u Taco, nadal poruszają jednak niełatwe tematy. Są bardzo rytmiczne, mają chwytliwą melodie. Pobudzające, sprawiające, że głowa się kiwa w rytm piosenki a zarazem często są bardzo smutne - powodują, że myśli kłębią się w głowie coraz bardziej i bardziej.
Dla mnie majstersztykiem jest piosenka "Moje demony uciekły na urlop", chociaż "Tamagotchi" i "8 kobiet", które są chyba najbardziej kojarzone z tą płytą też uwielbiam. Szczególnie też w mojej głowie utkwiły „Mleko i miód” i "Visa".
Dlatego też byłam w szoku, gdy w lipcu bez żadnej zapowiedzi Taco wrzucił na YouTube nową płytę - "Café Belga", i nieco później minialbum "Flagey". Praktycznie całą płytę przesłuchałam w jeden wieczór, gdyż po prostu chciałam usłyszeć co Taco ma do powiedzenia.
Ponownie pod pozornie wesołą muzyką Taco mówi o trudnych rzeczach m.in. o życiu w sławie i związanym z tym braku prywatności, zakłamaniu showbiznesu czy przemijaniu popularności. Chciałabym powiedzieć, które piosenki z tej płyty podobają mi się najbardziej, ale bardzo trudno mi wybrać, bo wszystkie jak dla mnie są dobre i ważne - tekstowo jak dla mnie "Wszystko na niby" i "ZTM" to prawdziwy majstersztyk. Słucham ich jednak stosunkowo rzadko, bo są bardzo melancholijne i smutne. Częściej wracam do "Modigliani" i "Reżyseria: Kubrick".
Najczęściej jednak odtwarzam sobie minialbum "Flage", gdyż piosenki z niego są nieco luźniejsze - moje serce skradło szczególnie "Pokédex" i "Italodisco".
Dobrze mi się słucha Taco Hemingweya, ponieważ podobają mi się zarówno teksty jego utworów, jak i ich melodia i rytmiczność oraz to, że każda jego płyta jest zupełnie inna.
"Trench" - Twenty One Pilots
Muszę przyznać, że tą płytę przesłuchałam najmniej razy z tych wszystkich, o których dzisiaj piszę, bo też potrzebowałam nieco więcej czasu, by się do niej przekonać. Pewnie dlatego że najpierw odsłuchałam "Jumpsuit", które początkowo mnie nie porwało, a dopiero spory czas później "Nico And The Niners", w którym się zakochałam. Teraz do grona ulubionych utworów należy też "Chlorine" i "Banito".
Płyta ta jest bardzo rytmiczna, dużo w niej dobrych melodii i smutnego tekstu, czyli coś, co bardzo lubię.
Te pięć płyt towarzyszyło mi najczęściej przez ostatni rok. Oprócz tego było też całe mnóstwo pojedynczych piosenek, które chwyciły moje serce, ale o tym może innym razem, bo ten wpis nigdy by się nie skończył. Jestem też bardzo ciekawa czego wy słuchaliście w 2018 roku i czy znacie utwory, o których pisałam.
Często pisze, że jakiś utwór utknął w mojej głowie czy trafił do mojego serca, bo myślę, że z muzyką właśnie tak jest - wchodzi w nas i brzmi, staje się bliska i wiąże się po czasie z najróżniejszymi wspomnieniami. Jest naszym najwierniejszym towarzyszem w rozmaitych czynnościach.
Przypada nam do gustu, gdy wywołuje w nas emocje i wprawia w określany, bliski nam w danej chwili nastrój. W pewien sposób ubarwia naszą codzienność. I jak tak sobie o tym myślę - dobrze, że jest, bo co by było, gdyby było zawsze cicho i nie towarzyszyłyby nam żadne melodie?







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz