Kto zabił Jasona Blossoma?
Spokojne życie w niewielkim miasteczku o nazwie Riverdale
przerywa tragiczne zdarzenie – śmierć Jasona Blossoma – współkapitana szkolnej
drużyny futbolowej pochodzącego z zamożnej rodziny od lat zajmującej się
produkcją soku klonowego. Początkowo wszyscy myślą, że młody chłopak zginął w
wyniku nieszczęśliwego wypadku. Z czasem jednak zostaje odnalezione jego ciało,
które świadczy o tym, że był on ofiarą morderstwa. Kto zabił i dlaczego? To pytania,
które nurtują każdego mieszkańca Riverdale, a w szczególności czwórkę
dociekliwych uczniów miejscowego liceum – Betty, Archiego, Jugheada i Victorię,
którzy zaczynają prowadzić własne śledztwo.
Serial ten wydaje się być przede wszystkim bardzo
dopieszczony. Nawet pojedyncze kadry
zachwycają estetyką, symboliką i pięknem, co widać szczególnie w scenach nad rzeką
czy w rezydencji Blosoomów.
Widać, że ktoś przemyślał kostiumy, bo ubrania noszone przez naszych bohaterów doskonale oddają sposób, w jaki kreują się przed światem – chociażby Jughead w swoich swobodnych, czasami trochę niechlujnych ciuchach i czapce na głowie, który widzi w sobie odludka czy Betty w skromnych ubraniach, związanych włosach i butach na płaskim obcasie, którą świat postrzega jako dobrą dziewczynę z sąsiedztwa. Z czasem dopiero obserwujemy, że to jak widzą ich inni różni się sporo od tego jacy są naprawdę.
Słychać też, że ktoś przemyślał muzykę. Nie tylko jej jakość
– bohaterowie śpiewają nawet własne piosenki, lecz również jej umiejscowienie w
czasie np. gdy pełna napięcia scena odkrywania przez dwójkę z bohaterów dowodów
w sprawie przeplata się z wesołą muzyką, która jest śpiewna przez innych
bohaterów w innym miejscu Riverdale. Zabieg ten jest interesujący i dość
nowatorski, gdyż zazwyczaj twórcy preferują, by pełnym dramaturgii sceną
towarzyszyła równie niepokojąca muzyka.
Cała rzeczywistość w serialu zdaje się być dość stereotypowa
niczym w typowej, amerykańskiej szkole – zawodnicy szkolnej drużyny futbolowej
są najfajniejsi, dopingujące je cheerleaderki ładne, a kujoni są nielubiani. Z tego względu myślę, że serial przypadnie najbardziej do gustu osobom młodym, chodzącym do liceum. Główna
linia fabularna serialu nie jest zbyt skomplikowana – skupia się na szukaniu
mordercy. Krok po kroku dowiadujemy się nowych faktów o poszczególnych
bohaterach, przerzucamy podejrzenia na kogoś innego i obserwujemy wydarzenia, które przybierają nieraz nieoczekiwany obrót. Możemy obserwować również rozwój bohaterów i ich relacji z innymi – związki, kłótnie, dyskusje oraz stałe tło tego serialu - toksycznych dorosłych, którzy popełniają błędy za które często muszą płacić dzieci oraz nie dają swoim zachowaniem dobrego przykładu młodszemu pokoleniu. Licealiści zdają się być nieraz uwici z nie ze swojej winy w niejasne układy oraz tajemnice i momentami zdają się w nich dusić pragnąc jednocześnie tylko spokoju, szczerości, prawdy, uwagi. Sami też jednak nie są nieskazitelni - popełniają własne błędy i zdają się być często zaskakująco mało stabilni emocjonalnie.
Większość sytuacji po prostu obserwujemy, jednak momentami
występuje również narrator. Jest nim jeden z głównych bohaterów – Jughead,
który pisze książkę o bieżących wydarzeniach. Jego słowa rozpoczynają i kończą
każdy odcinek rzucając nieco światła na to, co widzimy na ekranie.
Pomimo niespokojnej tematyki serialu, oglądanie go było dla
mnie doskonałym relaksem – nacieszył oko, był przyjemny dla ucha, zaciekawił na
tyle, bym snuła domysły co będzie dalej, a wszystkie kluczowe informacje były
mi podawane w odpowiednim czasie, bez zbędnego przedłużania. Polubiłam też
bohaterów, choć do każdego z nich mam pewne zastrzeżenia i trochę mieszane
uczucia. To co mnie w "Riverdale" przyciągnęło to klimat i piękne ujęcia, to co mnie przy nim na pewno zatrzyma to ciekawość co będzie dalej.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz