Młody Mozart w szybkim samochodzie
Baby to młody chłopak, który uwielbia muzykę i samochody, a największą radość sprawia mu szybka jazda w rytm puszczanych z ipoda utworów. Kierowcą jest świetnym - precyzyjnym, szybkim, sprytnym, uważnym i
spostrzegawczym. Na co dzień ma też wiele możliwości, by sprawdzać swoje umiejętności, gdyż w wyniku błędu popełnionego jako nastolatek jest zmuszony pracować dla bossa mafii jako kierowca przy napadach rabunkowych. Z czasem jednak poznaje dziewczynę swoich marzeń - Debby, spłaca dług, który był winny bossowi i chce zrezygnować z kryminalnego życia. Ale kryminalne życie nie chce zrezygnować z niego.
"Baby driver" jest przede wszystkim perełką jeśli chodzi o realizacje techniczną. Nie ma w nim efektów specjalnych, tylko doskonała, czysta synchronizacja scen z muzyką. Szczególnie zwracają uwagę sceny pościgów. Są dynamiczne, energetyczne, a Baby wykazuje się w nich istną wirtuozerią. Zadbano o to, by film był świetnie zmontowany, wypełniony akcją, szybkością i genialną muzyką.
No właśnie - muzyka. Jest ona głównym kręgosłupem tego dzieła. Wydaje się, że wokół niej zbudowana została fabuła i bohaterowie. Usłyszeć można głównie utwory z lat 70. i 90. m.in. "Brighton Rock" Queen czy "Easy" Sky Ferreiry. Ja osobiście, gdy myślę o tym filmie słyszę w głowie utwór "Tequila"oraz "B-A-B-Y" Carli Thomas.
Bardzo dobrze został zarysowany główny bohater, który z jednej strony robi złe rzeczy - pomaga rabusiom czy kradnie samochody, z drugiej strony zdaje się być niewinny i naiwny starając się nie czynić więcej zła niż jest to konieczne. Cały świat przedstawiony w filmie zdaje się być przebity przez jego osobę. Obserwujemy jego relacje z przybranym ojcem, z Debby, z gangsterami. Towarzyszymy mu w drodze po kawę. Widzimy, że jest dość zamknięty w sobie, przerażająco spokojny, zawsze jakby lekko wycofany. Uśmiechamy się, gdy wyciąga z kieszeni kolejne pary okularów i kolejne ipody, z różnymi playlistami na różne nastroje. Widzimy przebłyski z jego przeszłości. Wszystkie te szczegóły nadają mu osobowość, czynią unikalnym i charakterystycznym.
Dużo mniej uwagi zostaje poświęcone pozostałym bohaterom. Nieco dowiadujemy się o przybranym ojcu Baby'ego, ale pozostałe postaci zostały całkowicie zaniedbane. Praktycznie nie wiemy za bardzo kim są, co lubią, co robią. Gangsterzy pozostają dla nas tylko gangsterami, boss mafii bossem mafii, a Debby kelnerką, która kocha muzykę. I o ile niewielką ilość informacji o rabusiach można wytłumaczyć tym, że oni nawet między sobą nie zdradzali kim są i posługiwali się pseudonimami, o tyle czuję pewien niedosyt jeśli chodzi o Debby, bądź co bądź, jedną z kluczowych postaci.
Wraz z rozwojem sytuacji niektórzy bohaterowie zachowali się też zupełnie niezrozumiale, nierealnie i niespójnie z tym, jak zostali wykreowani i to bez żadnego sensownego wytłumaczenia.
Na tym, że tak dużo uwagi poświęcono doskonałości technicznej tego filmu ucierpiała jego fabuła - w pewnym momencie uległa jakby pewnemu złamaniu, a akcja przyspieszyła jeszcze bardziej. Miałam wrażenie, że film może się skończyć w każdym momencie, gdyż nie miał jednego, wielkiego punktu kulminacyjnego, lecz zdawał się mieć kilka mniejszych. Doceniam jednak to, że historia została doprowadzona do końca, zakończenie było kompletne i zamknięte, wszystko zostało dopowiedziane. Niektóre wątki, np. relacji Baby z Debby, zostały potraktowane jednak dość powierzchownie i nie zostały wystarczająco rozwinięte.
Film ten pokazuje na pewno, że bycie gangsterem to nie tylko wesołe pościgi i pełne adrenaliny strzelanki, lecz przede wszystkim spore konsekwencje oraz to, że warto być życzliwym dla innych, gdyż nigdy nie wiadomo kiedy nam się to może przydać.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz