środa, 25 października 2017

Szkolnie i filmowo


Minął już ponad miesiąc nauki szkolnej dla uczniów i prawie miesiąc studiowania studentów. To dobry moment, by zacząć szukać choć chwili wytchnienia od nauki i obejrzeć jakiś film. Na przykład o tematyce szkolnej i najlepiej o ludziach, którzy mają gorzej niż my. Przedstawiam Wam więc propozycje filmów przyjemnych, nie wymagających zbyt dużych nakładów myślowych, na poprawienie humoru oraz rozluźnienie zarówno dla tych, którzy nadal w pocie czoła muszą zdobywać wiedzę, jak i dla tych, którzy  te czasy mają już dawno za sobą.



Łatwa dziewczyna (2010) reżyseria: Will Gluck


           Wszystko zaczyna się od kłamstwa. Olive (Emma Stone)  – cicha i niezauważalna uczennica liceum - mówi przyjaciółce, że nie mogła jechać  pod namiot z jej rodzicami, bo miała randkę.  Co stwierdza przyjaciółka? Musiał być seks. Olive nie zaprzecza, a całą rozmowę podsłuchuje najlepsza, najbardziej uduchowiona i (oczywiście!) najwredniejsza dziewczyna w całej szkole - Marianne (Amanda Bynes).
            W obieg zostaje puszczona skandaliczna plotka - Olive nie jest dziewicą. Sama ­niesłusznie osądzona nie zdaje się tym zbytnio przejmować i przystosowuje się do nadanej jej łatki „zdziry” ubierając się wyzywająco i nosząc na piersi literkę „A” (na podobieństwo głównej bohaterki książki pt. ”Szkarłatna litera”, której wypalono ten znak  na ciele, by wszyscy wiedzieli, że jest cudzołożnicą). Potwierdza również kolejne skandaliczne doniesienia na jej temat pomagając w ten sposób nękanym za brak kontaktów z dziewczynami chłopcom i czerpiąc z tego korzyści w postaci gotówki lub bonów podarunkowych od wdzięcznych rzekomych kochanków.




            



        ”Łatwa dziewczyna” to opowieść przede wszystkim o sile i szybkości rozprzestrzeniania się plotek, szczególnie tych nieprawdziwych i krzywdzących innych, oraz o tym, że im dłużej brnie się w kłamstwo, tym trudniej potem się z niego wykręcić. Pokazuje ona również, że łatki, które nadaje społeczeństwo poszczególnym osobom często nie są zgodne z prawdą.




  
        Klimat tego filmu buduje przede wszystkim genialna Emma Stone  w roli Olive - jest ona  sarkastyczna, śmieszy ją podejście ludzi do skandalu, którego jest główną bohaterką, wykorzystuje zdobytą popularność, lecz jednocześnie pozostaje sympatyczna, pomaga otaczającym ją ludziom i pragnie spotkać na swojej drodze kogoś, kto by ją pokochał. Niezwykle trafnym opisem tej produkcji, a zarazem mądrością z niej wypływającą, mogłoby być zdanie: istnieje wiele różnych wersji jednej historii i każdy zna inną. 








Juno (2007) reżyseria: Jason Reitman
    


          Juno (Ellen Page) ma 16 lat i zaszła w ciążę z przyjacielem ze szkoły. Brzmi jak początek dramatu. Wszyscy po takim wstępie spodziewają się, że zostanie ona odrzucona przez rodzinę, ojciec dziecka nie będzie się do niej odzywał, w szkole będą ją wytykać palcami, a ona sama będzie płakać wieczorami do poduszki marząc o pozbyciu się niechcianego problemu.



                                   

           Nic z tych rzeczy. Juno to inteligentna, dojrzała,ale nie gotowa na wychowanie dziecka dziewczyna, która nie przejmuje się opinią innych i nie kroczy utartymi śnieżkami. Jest przebojowa i twardo stąpa po ziemi. Do tego nie jest pozostawiona sama sobie – ma świetny kontakt z ojcem i macochą, którzy pomagają jej odnaleźć się w nowej sytuacji. Wspiera ją również przyjaciółka, za której radą postanawia oddać swoje potomstwo bezdzietnej parze – Vanessie (Jennifer Garner) i Markowi (Jason Bateman), którą znalazła w ogłoszeniu w gazecie między terierami a używanymi hantlami. Dalej utrzymuje również kontakt z ojcem dziecka – nieśmiałym Bleekerem (Michael Cera).






          
           Film ten jest bardzo mądry, a zarazem lekki i pogodny. Nie ocenia żadnego z bohaterów i nie wymusza naszej oceny. Nie wyciska łez, nie wzbudza tanich emocji. Po prostu przedstwia historię Juno i dwójki dorosłych ludzi, którzy być może wcale nie są tak bardzo dorośli na jakich wyglądają i być może są równie nieprzygotowani na rodzicielstwo co ta szesnastoletnia dziewczyna. „Juno” opowiada o sprawach trudnych i poważnych w bardzo nienachalny, niemelancholijny sposób – świetnie skonstruowana fabuła jest przeplatana wesołą muzyką country, a bohaterowie są prawdziwi w każdym słowie i geście.




      Wspomnienia jakie pozostawia ten film to poczucie ciepła, obraz grupy chłopców biegnących w krótkich, żółtych spodenkach oraz dźwięk gitary i łączących się głosów dwojga ludzi.


21 Jump street (2012) reżyseria: Phil Lord, Christopher Miller

           Schmitd (Jonah Hill), fajtłapowaty i zakompleksiony kujon, w liceum nie żywił pozytywnych uczuć do swojego szkolnego prześladowcy – przystojnego, lecz niezbyt bystrego Jenko (Channing Tatum). Jednak, gdy trafiają razem do szkoły policyjnej nawiązują nić porozumienia, zaczynają się wspierać, aż w końcu zostają najlepszymi kumplami.
              Praca w policji początkowo nie wygląda tak, jak ją sobie wyobrażali – nie ma pościgów, łapania groźnych przestępców i brawurowych akcji, a ci dwaj niedoświadczeni policjanci stanowiący istne zakały posterunku nie potrafią nawet zatrzymać podejrzanego zgodnie z obowiązującymi przepisami.





              



              Ich sytuacja zmienia się jednak, gdy z racji młodego wyglądu zostają przeniesieni do tajnego oddziału zajmującego się łapaniem dilerów narkotyków w szkołach i dostają poważne zadanie: mają pod przykrywką znaleźć i rozbić młodociany gang.
            
             Lecz czasy się zmieniły i  w placówce        edukacyjnej popularność zdobywa nie mięśniak Jenko, lecz ciamajda Schmitd. Jednak nastolatki nadal robią rzeczy, które według dorosłych robić nie powinny. Dlatego zadanie to wymaga od głównych bohaterów pewnych poświęceń takich jak na przykład picie alkoholu i imprezowanie.





  

              „21 Jump street” to typowa komedia na poprawienie humoru i z przymrużeniem oka. Gry słowne i ironiczne dialogi śmieszą, a bohaterowie wzbudzają w nas sympatie – są wyluzowani i wiarygodni. Nie brakuje też przejaskrawień, żartów z panujących stereotypów, nawiązań do popkultury, parodii gwiazd i kąśliwych uwag na temat Justina Biebera.
                  Wynika również z tego filmu piękna nauka – popularność potrafi zmienić człowieka i może on wtedy zapomnieć o prawdziwych przyjaciołach. I właśnie dlatego przyjaźń Schmitda i Jenkiego stanowi najjaśniejszy punkt tej produkcji.  Jest ona ukazana jako wartość najważniejsza i nieprzemijalna. Dziewczyny przychodzą i odchodzą, ale kumpel będzie z tobą zawsze.





































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Muzyczne podsumowanie roku 2018

Photo by  Leio McLaren (@leiomclaren)  on  Unsplash 2018 był dla mnie wspaniałym rokiem - pełnym wrażeń, fantastycznych wydarzeń i ...